w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

30 września 2015

plagiat



Gdybyście chciały (nie sądzę, że czyta mnie jakiś pan) zrobić samodzielnie zdjęcie boku ręki, polecam się położyć. 
I pomyśleć, że kiedyś zakładałam nogę za głowę!

26 września 2015

transplantacja kota

Wacek był nie do oddania, M. się nie zgodził. Bluza leżała od zeszłej jesieni na widoku i dziś się doczekała przeróbki. Operacja trwała 5 minut, między gryzem kanapki i łykiem herbaty. I teraz są dwie poduszki, o które opierać się nie można, "bo szkoda".
Po lewej poduszka od Kasi.

Król jest trochę nagi. 
Zatrzaski przyszyję, jak przyjdzie wena.


ps.
tatuaż i ja mamy się dobrze
nie bolało
jest taki jak chciałam

24 września 2015

now or never

Jutro wielkie robótki ręczne. Trzymajcie kciuki.


Smooth Jazz Cafe vol 8, poz. 11
Paul Anka "It's my life" z płyty Rock Swings.
Oryginał (nie lubię JBJ) może się schować.

21 września 2015

etap pierwszy; wylecz się sam

Powiedziałam w aptece, że mam 80 lat. Panie zobaczyły błysk szaleństwa w oku i nie oponowały. Zaordynowały artresan optimę i olej z wątroby rekina. 
Internety nie mówią, co powinnam jeść, na wszelki wypadek poszłam w roślinność i zjadłam na kolację puszkę kukurydzy przegryzając połową puszki czerwonej fasoli. A potem sprawdziłam, że wątróbkę powinnam wypijać przed jedzeniem. Too late. 

13 września 2015

jak nie zostałam Vivienne Westwood

Szycie na overlocku wywołało natrętną falę wspomnień z dzieciństwa.

Miałam zakaz zbliżania się do maszyny. Dorwałam się kiedyś, gdy mama wyszła po zakupy. Przecięłam dzianinową sukienkę w pół i chciałam zrobić bluzkę i spódnicę. Proste, nie? Pech chciał, że na samym początku szycia skończyła mi się nitka w bębenku. Nigdy nie zapomnę poziomu adrenaliny, paniki i pośpiechu, w jakim czytałam instrukcję. Udało się nawinąć szpulkę, nawlec igłę i nie zwariować. Zdążyłam z szyciem przed powrotem mamy. 
Od tamtego momentu stałam się nadwornym przeróbkowym i naprawiaczem. Wszystko metodą prób i błędów. Mama nie ingerowała. 

Kilka razy porwałam się na uszycie czegoś od podstaw.
Pierwsza była spódnica na wzór z Lambady. Dziś już wiem, że miałam wtedy 13 lat, archiwum Listy Przebojów Trójki uzupełniło braki w pamięci.
Dostałam od mamy białe prześcieradło, kupiłam kilometry gumki (wykombinowałam, że góra będzie dobrze dopasowana z gumkami i nie będzie to trudne do uszycia) i uszyłam. Pamiętam, jak męczyłam się z przeciąganiem gumek przez wąskie tunele. Spódniczka była bardzo udana, mogła robić za opaskę uciskową na żylaki. Nie wiem, jak wyglądała na człowieku, nie udało mi się w nią wcisnąć. Pamiętam rozczarowanie i rozpacz. Miałam czarować kiecką na koloniach, z planów podrywowych nici.

Drugą spódnicę uszyłam z materiału w szkocką kratę. Materiał zabytkowy, po prababci. Jak szkocka krata, to spódnica plisowana. Dałam radę. Tylko nikt mi nie powiedział, że kanty w zakładkach robi się jakimś specjalnym urządzeniem. Dziś bym pewnie przeszyła wszystkie przy samych krawędziach. Nałożyłam spódnicę raz, a potem pożyczyłam koleżance (głupia ja). Nie oddała. Żal mi materiału po prababci.

Była jeszcze sukienka na podstawie wykroju z Burdy. Zlekceważyłam jeden bardzo istotny w moim przypadku wymiar i sukienka (tym razem z błękitnego prześcieradła) była tylko do stania z opuszczonymi rękoma. Dałam radę przez całą komunię młodszego brata, siejąc w kościele zgorszenie (błękitna mini i białe drewniaki). A do Burdy zraziłam się na długie lata.

Ciągnęło mnie do maszyny cyklicznie, oprócz tego chodziłam do szkoły, czytałam, robiłam na drutach, haftowałam, psułam krew.
W ósmej klasie wyartykułowałam, że chciałabym zdawać do technikum odzieżowego w Białymstoku (na zimowisku poznałam amanta z Białegostoku), jakieś 150 km od rodzinnego domu. Rodzice nie wykazali entuzjazmu: "chcesz, to sobie zawieź dokumenty" - obrażony tato, "będziesz miała pokłute palce, zepsujesz oczy, masz krzywy kręgosłup" - mama. Nie pojechałam. Nie było czym. Mogłam okrężną drogą, z przesiadką w Warszawie, co dawałoby jakieś 350 km, a trzeba uwzględnić, że miałam 15 lat i nie byłam wystarczająco zdeterminowana, by realizować plany na całe życie.

Nie umiem "szyć". Brakuje mi podstawowej wiedzy z zakresu konstrukcji, technik. Lekceważę zasady, bo ich nie znam. Jestem w tych swoich próbach po prostu arogancka. Wściekam się potem, że nie wyszło. Jak mogło nie wyjść?! Ano mogło! Dziś już wiem, że dopasowane do figury ubranie to przede wszystkim dobry wykrój. Ale zbyt często nie chcę o tym pamiętać.
Chcę żeby mnie ktoś nauczył, muszę tylko trochę poczekać na sprzyjające okoliczności. I nikt już mi nie powie, że mogę sobie zawieźć dokumenty, bo to już akurat wiem, że mogę. 
A wtedy się dowiem, jak zrobić prawidłowo podkrój szyi, czy jak to się tam nazywa, i jedna stójka nie zepsuje całej bluzki.
etap prucia
Przez moment myślałam, że mam talent; pierwsza w życiu listwa i pierwsza stójka.

Jak uszyć pionowy rozpierdaczek dowiecie się tutaj
Jak skroić stójkę dowiecie się tutaj

Prucia uczy życie.






9 września 2015

rocznica z kawałkiem

Cały weekend byłam mocno zajęta.
Na zaprzyjaźnionych blogach widać już pierwsze sygnały ze spotkania (np. u Wiesi). Poczekam aż dziewczyny wszystko opiszą i wtedy wkleję u siebie. I może kiedyś ktoś wygugla pod hasłem "historia patchworku w Polsce" :))).
A jak o historii mowa, kilka dni temu minął rok. Intensywny, zwariowany rok. Czasami zastanawiam się, co mnie w życiu jeszcze spotka. I widzę przyszłość nudną (tzn. nie widzę jej wcale, wyobraźnia mi się kończy), ale jak się dobrze zastanowię, to każdy następny jest lepszy od poprzedniego, więc jest szansa, że za rok powiem mniej więcej to samo. Albo nie powiem. Któż to wie?

A teraz zdradzam tajemnice. 
foto by Wiesia

ps.
i przypadkiem jest to 100 post



2 września 2015

pierwszy po pierwszym

Drugi września całkowicie do zapamiętania:
- nawlekłam overlocka i przeszyłam próbny ścieg
- wpłaciłam zaliczkę za "igłę z nitką"
- odebrałam wyniki badań.

Kolejność pomieszana i bez znaczenia.

A z tego wszystkiego i tak najbardziej liczy się piosenka M. Na topie od lipca.
Miałam wrzucić wczoraj, pochłonęła mnie jednak instrukcja Elny.