w razie potrzeby:
johodoings@gmail.com

30 sierpnia 2015

kryzys wieku średniego

dzieło Dr. Woo


Motoru sobie nie kupię, żony nie zmienię, ale to mnie tak korci jak nigdy dotąd. Dwadzieścia lat z górką chęć przychodziła i odchodziła falami, i bardziej jej nie było niż była. A teraz wszelkie przeciw zniknęły. Moja awanturnicza natura żąda nowej przygody. 



26 sierpnia 2015

słabość

Po otwarciu pudła jęknęłam z zachwytu i zaczęłam mówić do siebie szeptem "o mój Boże, jaka piękna". Nigdy w życiu nie spodziewałam się, że tak zareaguję na overlocka (po naszemu owerlok). Zdobycze techniki na mnie za bardzo nie działają. Używam intuicyjnie. Kupuję nowe, gdy padnie stare i nie da się reaktywować.
Ale przyznam, że jest parę sztuk dużogabarytowych, które działają na mnie tak jak mój overlock. Za każdym razem wzdycham i marzę, gdy widzę:

2. i Dacię Duster

I jeden z nich kiedyś (po zezłomowaniu renówki) kupię.

A to fragment Eluni:

Niniejszym rozstrzygnęłam niebieski konkurs ;). Wygrałam :D.




15 sierpnia 2015

Od bezrękawnika do dywanika

W grupie TSD zarządzono sierpniowe wyzwanie: kurtka lub bezrękawnik. M. najbardziej lubi niebieski kolor, pomyślałam, że uszyję mu ciepły bezrękawnik. Odpowiedni suwak mam, pikówkę mam, jeans jest. Trzy wieczory cięłam paski w rozmiarze 1,5". Narysowałam nawet wykrój pleców. Nie dawało mi jednak spokoju, że dziecko ma ubrania przynajmniej do przyszłej wiosny, a ja włożyłam sporo wysiłku w "czyszczenie" mieszkania z różności, więc szycie niepotrzebnej rzeczy nie idzie w parze z moim nowym wcieleniem ducha i stanem posiadania. I straciłam serce do bezrękawnika, choć widziałam go oczyma wyobraźni, i to w kilku różnych wykończeniach.
Może kiedyś, gdy młody przestanie rosnąć, no i oczywiście się zgodzi nosić, uszyję. Może.

W ramach czyszczenia oddałam 7 dywanów (jestem po kilku dużych zmianach mieszkań, przedmioty narastały), uznałam, że mogę sobie uszyć i nie pójdą na marne trzy wieczory. Znalazłam fajny tutek, kupiłam 100 metrów sznurka i okazało się, że jeans jest za sztywny na owijanie nim sznurka. Pomyślałam, że za dużo się wczuwam i trzeba coś szybko i prosto. Zszyłam 147 pasków w jeden długi tasiemiec, porozcinałam na oko na długość maty (60 cm) i zszyłam paski. Było tak gorąco, że nie prasowałam poszczególnych elementów, co nie do końca było dobre, ale miałam się nie wczuwać, więc byłam konsekwentna. Na koniec rozprasowałam płachtę z dużą ilością pary. Lewa strona zrobiła co chciała, szwy się kładły bez ładu i składu. Potem wyprasowałam jeszcze raz na sucho i docięłam równy prostokąt. Do wnętrza użyłam reszty kocyka, który napsuł mi krwi przy "Bolesławcu". Skoro dywanik ma być dla M., musi być tam jego kocyk (karma ;) ). Przepikowałam górę z kocykiem, dorzuciłam spód (jeans z domieszką) i zszyłam metodą taką jak w ostatnim poście. 
Jest dywanik. 

Zgłosiłam go do konkursu "Coś niebieskiego". I pooowooooli myślę o kupnie następnej maszyny do szycia, bo przecież nie wygram; niebieskie kiecki wymiatają.

Do 31 sierpnia jest jeszcze jeden konkurs, w którym główną wygraną jest maszyna. Zobaczcie tutaj na blogu Gosi. Nie zamieszczam tam swojej pracy, choć spełnia warunki. Myślę, że nie wypada jednym wytworem startować w tym samym czasie w dwóch konkursach.


Wygraj Owerloka Juki - Konkurs na COŚ NIEBIESKIEGO

9 sierpnia 2015

jak uszyć ochraniacz-łapkę

Jest tak gorąco, że nie ma mowy o spaniu. Bez wyrzutów sumienia siedzę w internecie. Nie zapomniałam o kwietniowych deklaracjach (tu).

Mama zgłosiła zapotrzebowanie na nową "łapkę". Nie znam nazwy tego ustrojstwa, nie udało mi się wyguglać. Roboczo niech będzie otulacz blachy.


Potrzebne materiały:
- ocieplina; ja użyłam warstwy ze starego pokrowca na deskę do prasowania, na wszelki wypadek dałam podwójnie, mama twierdzi, że wystarczyłaby jedna;
- materiał, który nie topi się w 10 sekund.

Czas wykonania, gdy nie pstryka się zdjęć i nie lata w poszukiwaniu światła: max. 45 minut.

1. Kroimy formę.
Jeśli piekarnik ma 60 cm, a blachę łapiemy po bokach, potrzeba nam ok. 70 cm długości. Nie zmierzyłam otulacza i już nie sprawdzę; leży spakowany i czeka na jutrzejszy wyjazd.
Kładziemy rękę na stole, rozczapierzamy palce niczym gwiazdy w Holyłudzie i Międzyzdrojach i patrzymy ile trzeba szerokości, dodając przynajmniej kilka centymetrów. W ten sposób mamy złapaną szerokość. Wszystko na oko.
Po ustaleniu wymiarów kroimy 1 prostokąt z ociepliny, 2 prostokąty z materiału. Zaokrąglamy brzegi.
ocieplina (u mnie podwójna), widać ślady od deski

Wycinamy również części osłaniające dłonie, odrysowując od przygotowanej wyżej formy. Potrzebne będą 4. 

2. Pikujemy.
Spinamy ocieplinę z jedną warstwą materiału i lecimy jakiś wzorek. Miałam ułatwienie, pilnowałam rogów puzzli.

3. Zszywamy "łapki".
Sprawa prosta; wystarczą dwa ściegi w miejscach, które będą dotykały nadgarstków.

4. Zszywamy wszystkie części.
Układamy w kolejności: część wypikowana materiałem do góry, "łapki" na dwóch krańcach (materiał na prawej stronie), długa część lewą stroną do góry. 

W ostatniej chwili mama zażyczyła sobie, żeby łapki były grube również od góry, dołożyłam ocieplinę do środka (bez pikowania).

Szyjemy przy krawędzi, zostawiając na środku małą przerwę, która będzie potrzebna na wywinięcie otulacza.
Wywijamy.

I obszywamy rękawicę blisko brzegu, załatwiając tym samym problem dziury. 
Gotowe.
ta strona będzie dotykała gorącego
a do tej wkłada się ręce

Nocnym markom dobrej nocy!

7 sierpnia 2015

wpis dla zdradzonej

nie bój się chodzenia po morzu
nieudanego życia
wszystkiego najlepszego
dokładnej sumy niedokładnych danych
miłości nie dla ciebie
czekania na nikogo

przytul w ten czas nieludzki
swe ucho do poduszki

bo to co nas spotyka
przychodzi spoza nas


ks. Jan Twardowski, Wiersz z banałem w środku



Wczoraj dowiedziała się od lekarza. Drugi dzisiaj potwierdził diagnozę. Nie ma mowy o pomyłce. Może po to byłam w szpitalu, by wysłuchać. Ona tak to widzi.

ps.
nie można mówić choremu, że będzie dobrze
to jest niczym nieuzasadnione zaklinanie rzeczywistości
wkurzające
będzie albo dobrze, albo źle
chory również nie musi wyzdrowieć